Polowanie na kreta

Przez 
(1 głos)
Jak złapać (i nie zabić) kreta – instrukcja.

Na samym początku krótka autoreklama - udało mi się w ostatnich latach złapać (i wypuścić) kilkanaście kretów, a więc metoda jest sprawdzona i wiarygodna.

Potrzebne narzędzia:

- łapka na krety (ja używam tylko takiej jak na zdjęciu obokłapka na kreta mała (plastikowa rurka ze szczeliną u góry i metalowymi zapadkami) - inne mi się nie sprawdziły),

- łopata sztychówka,

- coś do przykrycia dołka – najlepiej sztywnego – rozmiar powyżej 50x50 cm,

- rękawica gumowa.

Polowanie trzeba zacząć od rozgrabienia istniejących kretowisk – dzięki temu – jak się pojawi nowe kretowisko można stwierdzić, którędy wędruje nasz lokator.

Takie kretowisko też rozgrabiam i wykopuję sztychówką w tym miejscu dołek o średnicy ok. 25-30 cm.

Następnie szukam w ściankach dołka krecich korytarzy – zwykle jest ich więcej niż dwa – czasami nawet pięć. Każdy z tych korytarzy oczyszczam z okruchów ziemi – zmniejsza to prawdopodobieństwo zapchania łapki tą ziemią. Wszystkie te rzeczy robię w gumowej rękawicy, żeby taki kret nie wyniuchał, że się na niego poluje.

Pułapkę najlepiej jest założyć tak, żeby łączyła dwa korytarze, a jeśli się nie da (bo odległość między otworami jest zbyt duża, to wsuwam pułapkę do losowo wybranego otworu mniej więcej do połowy długości.

łapka w dziurze 2łapka w dziurze 1

Otwór dołka zakrywam jakąś pokrywą –żeby w środku było ciemno i cicho.

przykryta dziura mała

I czekam.

Zaglądam pod pokrywę dość często (tak gdzieś raz na godzinę) i to z dwóch powodów. Pierwszy to ciekawość, a drugi to troska o kreta - zbyt długie przebywanie w takiej łapce może się dla niego źle skończyć.

Prędzej, czy później znajduję albo dołek z łapką wypełnione ziemią (ok. 75% przypadków - i wtedy zaczynam wszystko od nowa w innym kretowisku – na pewno się pojawi), albo widzę w szczelinie pułapki ryjek lub pazurki walczącego z plastikiem winowajcy. W tym przypadku zwołuję całą rodzinę, żeby podziwiała, wkładam łapkę z zawartością do jakiegoś wiaderka (wkładam też tam jakieś szmaty, żeby łapka się nie obróciła) i wywożę osobnika na drugą stronę zakopianki albo do lasu pod Skawiną. Odradzam podrzucanie kreta nielubianemu sąsiadowi – ponoć wracają, jak mają blisko. Zwykle po takim polowaniu mam spokój na conajmniej pół roku.

Jeśli jesteście właścicielami kilku lub kilkunastoarowych ogrodów, to prawie na pewno wszystkie kretowiska są dziełem jednego osobnika. Nie zniechęcajcie się pierwszymi porażkami – prędzej czy później złapiecie skurczybyka i wtedy z poczuciem dumy i wyższości możecie patrzeć na tych którzy mają ogród upstrzony plastikowymi butelkami czy puszkami na prętach.

Dajcie znać jak Wam poszło: jerzy.nowicki@mogilany.info

 

Czytany 9088 razy Ostatnio zmieniany niedziela, 01 Maj 2016 16:55